# Smutne życie perfekcjonistki

Kiedy wchodzę do domu i moim oczom ukazuje się taki obrazek



albo i coś jeszcze gorszego,
...a moje kochane stadło oddaje się leżingowi z pilotami bądź telefonami w rękach    

to mam ochotę uciec
Tylko co mi to da ??? 
Miękną mi wtedy nogi w kolanach, nie mogę zrobić w tył zwrot bo wiem że,
kiedy (kiedyś) wrócę to będzie jeszcze gorzej!!!
Mam niestety tego smutną świadomość.
 Dlatego czuje się zakładnikiem bałaganu we własnym domu bo jestem niestety 
cholerną perfekcjonistką.

A wczorajsza rozmowa z Panem M. uświadomiła mi brutalnie że oni o tym wiedzą i to z premedytacją wykorzystują.
Dlatego żeby nie zwariować zupełnie ze ścierką i szczotką w ręku, miotając się między stertami ubrań do składania, naczyń do mycia i kurzy do starcia mam uczyć się podejścia w stylu Garfielda ...


...tylko nie wiem jak długo wytrwam

Ps. mam nadzieję że jednak tak , bo inaczej nie będę miała kiedy prowadzić tego bloga :)

Ps1. Właśnie dotarła do mnie geneza tego mojego perfekcjonizmu. 
Po pierwsze jest to duże poczucie estetyki i chęć przebywania w ładzie (mam wrażenie że zamieniam się w moją matkę wypowiadając to zdanie)
Po drugie gazety wnętrzarskie które lubię namiętnie przeglądać w poszukiwaniu inspiracji zamieszczają zdjęcia jedynie pięknych, lśniących, wypucowanych do granic możliwości i pachnących z daleka środkiem do czyszczenia pomieszczeń. Tak naprawdę nie mamy bladego pojęcia jak wygląda takie piękne wnętrze w normalny dzień, kiedy nie jest przygotowane do sesji, a właściciele zapuścili je totalnie bo sprzątaczka wyjechała do chorej matki. 
Mam cichą nadzieję że gorzej niż moje.



Komentarze

Popularne posty