Powstanie Adriana, czyli ja i Pan M. jako podwykonawcy

Jak zwykle przed Świętami , kiedy każda statystyczna kobieta nie może sobie trafić palcem do d.... , a poziom obłędu lub paniki wzrasta odwrotnie proporcjonalnie ze zbliżaniem się daty 24 grudnia, panie nauczycielki bezustannie zaskakują mnie swoją pomysłowością.
W tym roku też zaskoczyły ...
Jakiś czas temu, przy jakimś posiłku, syn mój tak niechcący wspomniał:
-  Mamo, muszę zrobić lalkę do szkoły  -  dławię się parówką, myśląc cholerna baba od plastyki. Sprytnie zmieniam temat, w końcu kto tu chodzi do szkoły - ja czy on? , o nie! nie dam się znowu wmanewrować!! (przerąbany żywot matki - plastyczki). Potem pomyślałam że to będzie prościzna, w końcu czego mogą wymagać w szkole od 10-cioprawie latka??? I zadałam pytanie:
- Na kiedy ?
- Nie wiem ....chyba na za dwa tygodnie
- Dobra, pokaż
Rzeczywistość mnie przerosła.
Pokazał szablon z opisem realizacji. Zlecenie pochodziło od p. od polskiego nie od plastyczki ( po co im na polski LALKA DO CHOLERY !!!! wrzasnął mój wewnętrzny głos )
2 kartki A3 zawierające szablon gigantycznej lalki voodoo i radosny opis jak ją wykonać i z czego.
Wycięty wzór laleczki (hahaha słowo laleczka jest trochę nie na miejscu)
Przybory do szcia: nici, igła, nożyczki
Ciało: kawałek materiału o wymiarach ....bla bla bla bla
Twarz: guziki, kolorowe nitki, bla bla bla
Włosy:
Ubranie:
Wskazówki:
Zaczynam się powoli przerażać.
Wytnij, odrysuj, zszyj, nadziej watą, a nie zapomnij zostawić dziury żeby było gdzie tą watę wtykać, zaszyj dziurę, zrób twarz, włosy , ubierz
i gotowe...super i jak miło. No to już wiem co będę robić w grudniowe wieczory, bo przecież mały leworęczny człowiek będzie to rzeźbił do Wielkanocy. Zresztą przy jego gęstości ściegu waty może braknąć w całym powiecie. No i jeszcze ta wizja gały z polskiego...
Dzień 4. Podstawowy problem to z czego tego "czegosia" uszyć. Koszuli w kratkę się nie wykorzysta, musi być gładki. Okazało się że to ma być lalka dla UNICEF imitująca różne narody świata. Ludzi w kratkę nie ma(niestety). Poszukiwania w domu były bezowocne . Dobrze że termin odległy.
Dzień 7.
W firmie na szczęście jest coś gładkiego (jednokolorowego), kolor niby beżyk, snuje się bardzo - trudno.
Szablon wycięty ( co za idiota odbija tak szablon na ksero że ręce są osobno, dobrze że mam zszywacz)
Materiał już też - wycięty, można szyć (nowa umiejętność,czyli jakotakie szycie na maszynie się przydaje), korpus gotowy, na razie to jakieś 30 min mi zajmuje. Nie jest źle. Nawet nie zapomniałam o dziurze.
Teraz nadziewanie. Walka trwa ze 2 godz. Ten "czegoś" pochłania owatę w zastraszającym tempie, a ciągle jeszcze brakuje mu daleko do ideału, śrubokręt się bardzo przydaje. Ok. Można zamykać pacjenta. Jeszcze trochę uformować i jest. Mogłabym krzyknąć jak w filmie Frankenstein "to żyje", ale może lepiej nie, lepiej nie prowokować.
Zabieramy go do domu.
Owacji na stoją nie ma.
- Jakiś dziwny taki
- Co to? -pyta Pierworodna - w Voodoo się bawicie?
- A z czego będzie reszta ?
- Jaka reszta?
- No włosy, oczy ... ubranie ?
- Dalej ty robisz synu...
- .......? (zdziwienie)
Dzień 14.
- Jaki jutro jest dzień?
- Czwartek
- Nie, chodzi mi o kalendarzowy
- Nooo,... 15-ty
- A to nie czasem jutro miałeś zanieść lalkę do szkoły?
- Pani powiedziała że do piątku można.
- A to będzie jakaś różnica dla ciebie kiedy się za to weźmiesz - pyta M.
- Nooo, nie wiem ( standardowa odpowiedź)
- Ale ja wiem. Dzisiaj jest TEN dzień!
- Ale ja nie wiem z czego zrobić mu oczy( płaczliwie)
Ze 2 godziny później...
Usatysfakcjonowani siedzimy sobie na kanapie, podziwiamy "Adriana"( tak został nazwany, i ponoć pojedzie do Afryki). Pan M. wykazał się nadludzkimi umiejętnościami szyjąc ubranko dla "czegosia" na rozklekotanej maszynie do szycia mojej mamy. A może zaczniemy zawodowo produkować najbrzydsze lalki świata? - poddaje
się marzeniom.
Wchodzi do pokoju Pierworodna
- O, jaka fajna wam wyszła
(pęczniejemy z dumy)
Wiesz co, Mamo,  muszę zrobić do szkoły na technikę chatkę z piernika...

- Nieeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!

Komentarze

Popularne posty